SŁUŻBA MŁODZIEŻY

Daniel Matwiejczuk

19 sierpnia 2018

Czy widziałeś kiedyś cuda?

      Wiele zapowiedzi, wiele modlitw i w końcu stało się, między 12 a 19 sierpnia odbyła się długo oczekiwana misja ewangelizacyjna w Chodzieży organizowana przez kościół zielonoświątkowy oraz Generację plus.
Organizacja była na bardzo dobrym poziomie i jeśli stwierdzenie, iż ktoś się spisał na medal to trzeba powiedzieć, że każdy wywiązał się ze swojego zadania jak należy.
      Sama ewangelizacja była zadaniem młodzieży a ich zadaniem było dotarcie do jak największej liczby osób. Regularnie codziennie podczas trwania misji rano odbywały się kluby dla dzieci a wieczorem dla młodzieży. Reszta osób natomiast miała za zadanie iść do ludzi z dobrą wiadomością oraz kolejną inicjatywą Generacji plus to znaczy „Zanim umrę chcę…” a także z wieloma innymi kampaniami. W środku tygodnia odbył się koncert Grzegorza Kloca, na który przyszło dość sporo osób z zewnątrz. Nie była to może duża grupka osób lecz wierzymy, iż słowo w ich sercach zostało zasiane.
Pod koniec tygodnia misjonarze złożyli wizytę w Domu Pomocy Społecznej. Przygotowano dwa przedstawienia, zaśpiewano kilka piosenek na chwałę Bożą, a na koniec każdy mógł zadać pytanie, porozmawiać lub po prostu spędzić czas. Na twarzach pensjonariuszy oraz osób, które się tam znajdowały było widać uśmiech oraz zadowolenie nie pomijając faktu, że w pewnym stopniu poruszone zostały ich serca. Odbyło się jeszcze wiele przedsięwzięć a także rozmów, które mogłyby obficie zaowocować u osób, które to z czystego serca chciały wziąć udział w jakimkolwiek przedsięwzięciu.
      Oprócz zadań do wykonania, młodzież mogła zintegrować się, spędzając bardzo owocny czas razem a także bliżej poznać Boga co jak sami stwierdzili „było wręcz rewelacyjnie”. Szczególne podziękowania należą się każdej osobie, która miała jakikolwiek wkład w misję czy chciała z czystego serca pomóc. Warto zrobić jakiekolwiek tego typu przedsięwzięcie choćby nawet dla jednej osoby, ponieważ to może odmienić życie tejże osoby na zawsze. Jedną rzecz jaką można tu dodać to to, iż w przyszłości w miarę możliwości spotkamy się znów. Niech Bóg was błogosławi!
PC

 

26 lutego 2017

Boża klepsydra

 

       Nie możemy dostrzec tego, jak upływa nasz czas, jeżeli wciąż wpatrujemy się w elektroniczne zegarki. Dawniej ludzie odmierzali swój czas wschodem i zachodem słońca, musieli oczekiwać na każdy poranek i uciekać do domostw przed zmrokiem. Coś się kończyło, a oni mogli zastanowić się, czy ponownie zacznie. Podobnie zegary słoneczne sprawiały, że czas płynął dopóki na niebie widniało słońce. Lub odmierzano go wypalanymi świecami, gdy knot gasł zapalano kolejny i kolejny. Kiedy my patrzymy na nasze elektroniczne zegarki możemy odnieść wrażenie, że czas nigdy się nie skończy, gonimy za każdą godziną, minutą, sekundą patrząc na nieprzerwane sekwencje liczb i powtarzając, że nie mamy czasu na to, co w górze, nasz czas to pieniądz. Zapominamy o tym, że Bóg raczej nie trzyma w swoim ręku takiego zegarka. Czas, jaki nam pozostawił umieścił w czymś takim, jak chociażby klepsydra, w której przesypuje się piasek upływających chwil i płynie do momentu kulminacyjnego. Momentu, po którym będzie można zacząć coś nowego, przewrócić sprawy do góry nogami, ale najpierw czas musi się skończyć, a Bóg powiedzieć, że czas na nas.

       Każde nowe zimowisko mnie zaskakuje. Może jednak zacznę od tego, co się nie zmieniło, a czego oczekiwałam, czyli ludzi, którzy kochają Pana Boga, wspólnej radości, obecności Ducha Świętego, mądrych i ciekawych wykładów oraz wspaniałej atmosfery, która sprzyja zarówno odpoczynkowi, jak i duchowemu wysiłkowi.

       Teraz jednak minął już ponad tydzień od tego wydarzenia i mimo, że wspominam te wszystkie rzeczy, to w moim sercu dzieje się prawdziwa burza z zupełnie innej przyczyny. Z powodu słów „Marana Tha – Przyjdź Panie Jezu”(I Kor 16,22).

       Początkowo to te całe Marana Tha wydawało mi się zimne niczym slogan, którym obrzucają się od czasu do czasu chrześcijanie. „Pan przyjdzie” mówią, co jakiś czas ludzie to tu, to tam i dodają „Chyba niedługo” robiąc przy tym groźną minę. Wtedy zwykle się wyłączałam, myśląc sobie w duchu, że i w Biblii tak myślał jeden z drugim apostołem, a przecież sporo wody upłynęło od tego czasu, wiele się wydarzyło i wiele może się jeszcze stać. Zrozumiałam teraz, że niekoniecznie w moim myśleniu był błąd, ale w samym podejściu, postawie serca. Boże słowo nie mówi, że będziemy znali konkretną datę, ale za to wspomina, że nie musimy być całkowicie zaskoczeni. Ostatecznie nikt nie zna dnia, tylko Ojciec, ale możemy być gotowi: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan przyjdzie” (Mt 24,42). Istotne jest również to, czy w ogóle chcemy go oczekiwać, czy wypowiadamy szczerze te słowa: Marana Tha. Czy go oczekujemy prawdziwie? Czy czujemy, że on może przyjść i zakończyć nasz czas na ziemi? Ile w ogóle poświęcamy czasu na refleksję o tym? Na wiele z tych pytań musiałam odpowiedzieć osobiście przed Bogiem, dlatego dzisiaj mogę stwierdzić, że żyję słowami Marana Tha. Ze świadomością życia w czasach ostatecznych, która nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, pomaga mi w trwaniu w głębszej relacji z Jezusem.

       Klepsydra stojąca na mojej półce podpowiada mi, że choćbym była najsilniejszym człowiekiem na ziemi, nie mogę cofnąć czasu. Każdego dnia jesteśmy o krok bliżej do spotkania z Nim, a skoro żyjemy przez niego i dla niego, to z dnia na dzień, coraz bardziej nie mogę się doczekać, aż ostatnie ziarenko piasku upadnie.

 M.N.

 

1 lutego 2016

Zimowisko, czyli czas na Boga

 Życie wciąż idzie do przodu. Stajemy się zapracowani, zmęczeni i wydaje się nam, że na nic nie wystarcza nam czasu. Właśnie w takim momencie zawsze łapie nas wiadomość o zimowisku. Wtedy podejmujemy decyzję, czy chcemy poświęcić wolny czas lub postarać się go znaleźć na ten moment. Gdy już powiemy: „O tak, chcę tam być” rozpoczyna się radosne oczekiwanie. Po prostu wiemy, że niedługo zyskamy coś, co zaprocentuje w przyszłości.

 Trochę śmiesznie myśleć o zimowisku, jak o inwestycji, ale w tym roku szczególnie nią się stało. „Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.” Taki był nasz temat. Myśląc o tych słowach zasypiałam dzień przed wyjazdem. „Czy mam swoją komorę?” zastanawiałam się. Szybko też odnajdywałam wymówki. Widziałam tylko brak czasu, pośpiech, nieustanną obecność ludzi i obowiązki. Dopiero po zimowisku zdołałam zobaczyć, gdzie się podziewał mój czas. Grał ze mną w gry, oglądał seriale, słuchał bezwartościowej muzyki leżąc na kanapie i patrzył pustym wzrokiem, jak przeglądam fejsa po raz piąty tego dnia. Później dopiero jadł, uczył się, czytał, budował relacje z ludźmi i spał. Jak łatwo jest nam odebrać sobie czas.

 Podczas kobiecych wykładów z Krystyną Kantowicz oglądaliśmy film o tym, że Jezus jest wszędzie. Zastanawiałam się, co robił gdy ja z moim czasem wgapiałam się w ekran monitora. Musiał po prostu być obok i na to patrzeć, wyciągając dłonie pełne podarunków trwałych i pięknych. Ale to ja miałam swój czas, swoje minuty, swoje dni i swoje rozgoryczone brakiem postępów w bożych sprawach serce. Trudno oddaje się Bogu czas. Trzeba to robić kawałek po kawałku. Czasem coś poświęcić. Czas to nasz najcenniejszy skarb. „Gdzie bowiem jest twój skarb, tam będzie i serce twoje.”

 Temat komory, jaki został poruszony przez Damiana Zajonca na wykładach, to coś, co zaowocuje w przyszłości. Cieszę się i pragnę, abyśmy spotkali się za rok mówiąc: „To był mój rok komory, pełen błogosławieństwa i przełomów”. Tymczasem jednak jeszcze parę dni temu mogliśmy radować się wspaniałym czasem z Bogiem, przyjaciółmi i naszymi duchowymi opiekunami. Mogliśmy wzruszać się do łez stając przed Bogiem w namiocie modlitwy, rozważać i czytać słowo na cichym czasie, wstawać o poranku i modlić się o siebie nawzajem, uwielbiać Boga na całego, słuchać mnóstwa budujących świadectw, śmiać się i błogosławić. Mogliśmy oddać Panu czas. Nie zginął w czeluściach, nie schował się pod poduszkę, ani nie przeciekł pomiędzy palcami, za to został nam oddany i przepełniony działaniem Ducha Świętego.

 Zimowisko to zawsze wartościowy moment. Uczymy się o sobie nowych rzeczy, odkrywamy nieznane zakamarki serca i budujemy się obecnością Jezusa. Myślę, że każdy z uczestników odczuł to mniej lub bardziej w danej sytuacji. Każdy na pewno przeżywał te chwile z Bogiem. Uwielbiając, grając w siatkówkę, jedząc śniadanko cioci Wioletki, modląc się, oglądając film, czy czytając Boże Słowo. Kocham zimowiska, kocham oglądać cudownych ludzi przeżywających Boga, bo kocham Boga. Szkoda, że momenty mają to do siebie, że nie trwają wiecznie.

Autor: M.N.

27 marca 2015

Dla nas życiem jest Chrystus!

Zimowisko w Chodzieży 19-21 lutego 2015 r.

Czekałam na nie. Kto znając smak poprzednich nie oczekiwałby tego wydarzenia? To miejsce zawsze przybliża nam Boga, daje odpocznienie, ukojenie, pozwala na poznanie osób, które też tego pragną. Tym razem nie było inaczej!
Mija już kilka dni od zimowiska, gdy to piszę. Od spotkania się osób, które pragną wyruszyć w podróż z Bogiem na pierwszym miejscu lub chcą iść po prostu dalej. Czy dla mnie życiem jest Chrystus? Pytałam się siebie w trakcie jego trwania. Czy gdy upadam powstaję silna? Czy jestem wrażliwa na grzech? Czy odwracam się od tego, co mnie gorszy?
Czy idę pod prąd? Pytania w mojej głowie sprawiły prawdziwą rewolucję w duszy. Ułożyły wszystko w odpowiednim porządku. Przyniosły ze sobą pokój, pewność tego, do kogo należę.

Autorytet. Mieliśmy okazję słuchać wspaniałych kazań i wykładów, cudownych ludzi, którzy udowodnili nam swoim przykładem życia, że dla nich jest nim Chrystus. Słowem usługiwali nam pastor Wojciech Wysopal z Krzyża Wielkopolskiego,  Damian Zajonc, który przyjechał do nas, aż z Ustronia z małżonką oraz Krystyna Kantowicz, na co dzień służąca w Trzciance. Ci Boży Ludzie przez krótki okres byli naszymi duchowymi rodzicami, do których mogliśmy zwrócić się z rozterkami i problemami.

Uśmiech. „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!”
(Flp 4, 4). Radowaliśmy się aż do utraty tchu. Zabaw absolutnie nie brakowało, najmłodsi przygotowali ich mnóstwo, a na hali sportowej mogliśmy zagrać mecze i zużyć trochę rozpierającej nas energii. Jednak nade wszystko radowaliśmy się w Bogu, uwielbiając go, śpiewając pieśni. Nasze twarze promieniały radością.

Łzy. „Albowiem smutek, który jest według Boga, sprawia upamiętanie ku zbawieniu i nikt go nie żałuje” (2 Kor 7, 10). Płacz w obliczu Boga nie jest niczym złym. Przynosi ulgę, wytchnienie. Niezależnie, czy jesteśmy kobietą czy mężczyzną, czasem potrzeba wypłakać się na cudzym ramieniu, czasem w samotności. My nie wstydziliśmy się łez przed Panem na wieczorze przełomów! Smutne oczy otwierały nowe rozdziały.

Odpocznienie. „Lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły” (Iz 40, 31). Dla każdego, kto pragnął się modlić otwarte były cudze ramiona i czas. O poranku i o zmierzchu, w dzień i w nocy, wspólnie lub na osobności. Za zamkniętymi powiekami Bóg przynosił odpowiedzi na potrzeby serc. Za zamkniętymi drzwiami pokoju modlitwy uciszał burze.

Relacje. „Jedni drugich brzemiona noście” Byliśmy tam również dla siebie nawzajem. Nie tylko, by się bawić, ale również, by sobie pomóc. Wspieraliśmy się i podnosiliśmy. Dzieliło nas wiele: charaktery, wiek, miejsce skąd przybyliśmy. Łączył nas Jezus i to, co dla nas zrobił. Dlatego właśnie młodzież z Poznania, Krzyża, Trzcianki, Wałcza, Piły, Szczecina i Chodzieży stworzyła to zimowisko razem, dzięki sobie nawzajem czerpiąc z niego dobry zasiew, który na pewno przyniesie plon.

Zimowisko się skończyło a ja  wspominając je odczuwam wielką wdzięczność dla Boga. Ono wzmocniło i posiliło. Otworzyło oczy, zamknęło stary, a otworzyło nowy rozdział. Wystarczyło tylko zadać sobie pytanie: Czy dla mnie życiem jest Chrystus?

M.N.

 

 

 

ul. Jana Kilińskiego 9
64-800 Chodzież
tel. +48 67 381 90 48